Wspomnienie.

- Pamiętasz te wszystkie nasze rozmowy internetowe? - zapytała popijając kakao.
- Pamiętam. Pamiętam wszystko - odpowiedział patrząc niewyraźnie w kamerę.
- Jaka ja byłam głupia - śmieje się ironicznie - myślałam, że Cie zobaczę. Myślałam, że stanie sie jak w tych wszystkich filmach, Ty przyjedziesz z drugiego końca kraju, i będziemy razem na zawsze i w ogóle. Boże, jak tak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu to nie mogę się powstrzymać od śmiechu. - Chłopak spojrzał na nią tępym wzrokiem.
- Dlaczego tak mówisz? Nie zapominaj, że ja też wtedy byłem młody i głupi. Oboje byliśmy.
- Taa, wiesz co? - zapytała odkładając kubek na półkę. - Tak sobie myślę, że w sumie dobrze się stało, że nie przyjechałeś, że się tak na prawdę nigdy nie poznaliśmy. Bo jak można poznać się przez internet, huh?
- O czym Ty opowiadasz?
- O naszym "związku" - mówiła z coraz to bardziej ogarniającą ją ironią - a o czym mam mówić. Jezu, jakby pomyśleć, przecież matka by mnie zabiła - śmieje się - ja bym już dawno w grobie leżała. - Szatyn patrzy na nią niezrozumiałym wzrokiem.
- Kochanie...
- Jakie kochanie?! - spojrzała na niego ze złowrogim uśmiechem na ustach. Potrząsnęła głową - Wiesz co? Tak teraz patrzę w te Twoje oczy, w te Twoje piękne, duże, zaćpane oczy i tak sobie myślę, jak bardzo trzeba zejść z drogi by tak się pogrążyć. Jesteś tylko pierdolonym ćpunem, nikim więcej. I zawsze byłeś. Odkąd Cię poznałam Ty już byłeś głęboko w tych tematach obeznany. Pamiętam - spuściła wzrok - jak mi pisałeś, wtedy jak prawie Cię zamknęli, że już z tym kończysz, że będziesz grzeczny i w ogóle. Jak ja mogłam Ci wierzyć - mówiła patrząc prosto w jego oczy przepełnione pikselami, a po policzku spływała samotnie pojedyncza łza. - Powiedz mi, jak ja mogłam uwierzyć komuś takiemu ja Ty. Jak ja mogłam być taka naiwna, że Ty przyjedziesz, że mnie kochasz.
- Ja też nie wiedziałem co czujesz...
- Nie wiedziałeś, co czuje, no po prostu kurwa pięknie - podniosła głos i wyszła zza kadru kamerki internetowej. Było słychać jak wyciąga z torebki paczkę papierosów, bierze w dłoń zapalniczkę i próbuje odpalić skręta często przy tym klnąc. W końcu po kilku sekundach znów pojawia się na ekranie jego monitora, otwierająca okno obok komputera brunetka z ciemnym makijażem, kolczykami w uszach i wardze, czerwonej, męskiej, wymiętej koszuli i mnóstwem bransoletek na rękach. - Dzięki Tobie ja teraz nie jestem pewna ŻADNEGO uczucia, które jest w moją stronę kierowane. No, może poza nienawiścią i kłamstwem. Bardzo kurwa dziękuje, panie "Rozkocham w sobie dziewczynę a potem urwę kontakt z dupy mając nadzieję, że ona się pozbiera, bo przecież ja nie mam w ogóle sumienia co do innych osób, jestem tylko pierdolonym ćpunem" - uśmiechnęła się ostatni raz i rozłączyła się.
Założyła buty i bluzę, na głowę wsunęła czapkę i wyszła z domu. Skierowała się w stronę parku w ręce trzymając telefon, z którego muzyka płynęła wprost do jej duszy poprzez lekko zaplątany zestaw słuchawkowy. Stanęła na jednym z mostów, spojrzała na swoje przedramię, na którym po chwili znalazła to, czego szukała - bransoletka, którą wysłał jej w zeszłym roku. Ot zwykły rzemyk z jakimś medalionem. Ostrożnie zdjęła go nie chcąc zburzyć idealnych pozycji reszty z nich. Spojrzała na nią uważnie, obracając w dłoniach, po czym wypuściła z uścisku dając tym samym upust tej wewnętrznej historii. Patrzyła jak metalowy brelok uderza o taflę wody po czym znika w głębi miejskiego jeziorka.
- Hm - uśmiechnęła się, po czym ruszyła w dalszą drogę.

2. Distance

- Przepraszam - mówiła wlepiając wzrok w biały, pusty sufit - miałam się nie zakochać.
Nie wiedziała co robić, po głowie chodził jej jeden chłopak. Ten, którego tak bardzo chciała dotknąć, a którego tak bardzo nie mogła dotknąć. Nie pamięta kiedy go poznała, byli wtedy młodsi, głupsi. Teraz to wszystko wróciło. Znów mieli kontakt, prawie nieprzerwany. Pisał jej jak bardzo ją kocha, mimo, że nigdy nie widział jej na oczy. A ona w to wierzyła.
- Tym razem będzie inaczej - szeptała - musi być inaczej.
Głupia, myślisz, że będzie tak jak chcesz? Poznałaś chłopaka w internecie i co? Od razu wielka miłość? NIC o nim nie wiesz, nie wiesz kim jest na prawdę. Może być każdym. A Ty pewnie jakbyś go tylko spotkała dałabyś mu klucze do swojego domu.
- Przestań... To nie prawda. On jest idealny...
Teraz tak myślisz. A co, jeśli okaże się sześćdziesięciolatkiem? Albo gwałcicielem?
- Nie. On taki nie jest. Widziałam go dużo razy przez kamerkę internetową.
Haha, wolne żarty. Dziewczyno, dlaczego komplikujesz sobie życie? Rozglądnij się, wokół masz mnóstwo chłopaków, którzy są na miejscu...
- Ale oni nie są tacy jak on. On jest inny. Żaden z miejscowych chłopaków nie mówił do mnie w ten sposób. Nikomu tak na mnie nie zależało...

Cisza. Dziewczyna wstała. Odetchnęła z ulgą, w końcu zamilkł. Zamknęła oczy. Przed nią od razu stanął on. Przypomniała sobie te wszystkie rozmowy, każdy jego uśmiech, każde jego spojrzenie w jej stronę. Przypomniała sobie jak nieraz uroniła łzę, bo życie jest zbyt niesprawiedliwe. On był tam, ona tutaj. Dzieliło ich tyle kilometrów, a ona chciała by pojawił się w jej drzwiach w przeciągu kilku minut. By mogła w końcu się do niego przytulić, poczuć jego zapach, jego dłonie na jej ciele. Spojrzeć w jego oczy i zobaczyć ten uśmiech. Chciała go całować, chodzić z nim na spacery albo siedzieć w domu i oglądać filmy. Wszystko, byle by był przy niej. Jej wyobraźnia ruszyła, zobaczyła siebie siedzącą na łóżku i czytającą książkę. Była zbyt pochłonięta w lekturę, że nie zauważyła, że ktoś wchodzi do pokoju. Poczuła czyiś ciężar na łóżku, ale pomyślała, że to mama przyszła, by coś jej powiedzieć.
- Hej...
Podniosła wzrok i do jej oczu napłynęły łzy. Po tylu miesiącach był na wyciągnięcie ręki. Odrzuciła książkę i dalej wpatrywała się w uśmiechniętego chłopaka. Ten wyciągnął do niej ręce i powiedział "chodź". Dziewczyna zamknęła oczy by otrzeć łzy i poczuła jak się do niej przytula. Zaczęła mocniej płakać, ze szczęścia. On tu był, na prawdę był. Wtuliła się w niego najmocniej jak potrafiła, jakby miał za sekundę uciec.

Otworzyła oczy. Rozglądnęła się wokół, ale go nie było. Ale wierzyła, że kiedyś go zobaczy. Musi go zobaczyć.
- Tym razem będzie inaczej - zaczęła - tym razem będzie dobrze...

1. Freedom.

- Dlaczego patrząc na nich cieszę się, że są razem? Przecież teraz powinnam płakać i użalać się nad swoim losem - powiedziała wlepiając wzrok na dwójkę zakochanych w sobie ludzi. On siedział na ławce nie spuszczając z niej wzroku. Grał dla niej na gitarze, piosenkę, którą napisał specjalnie dla niej. A ona nie mogła powstrzymać uśmiechu, nawet pewnie nie chciała. 
- Podziwiam Cię. Nie każda dziewczyna zachowałaby się w ten sposób, tak zareagowała. - Brunetka spojrzała na nią dziwnie po czym zaciągnęła się i powoli wypuściła dym z płuc uwalniając emocje. Skuliła się opierając głowę na kolanach. Poza cichymi dźwiękami instrumentu i jego głosu, który wyznawał miłość blondynce nie było słychać nic. Zielonooka długo myślała nad swoją następną wypowiedzią.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? - zapytała w odpowiedzi otrzymując potrząśnięcie głowy koleżanki. - Świadomość, że przez tyle czasu wmawiałam sobie, że coś z tego będzie, że może tym razem będzie inaczej, że będzie dobrze. To, że o ich związku dowiedziałam się ostatnia. Ta ostatnia rzecz zabolała mnie bardziej niż to, że oni są razem. Gdybym wiedziała wcześniej, kurwa, gdybym tylko wiedziała - szepnęła. 
- To co?
- To może otrzeźwiałabym wcześniej, jakoś się usunęła. Na początku mój tok myślenia był nieco inny niż teraz. Bolało jak po raz pierwszy zobaczyłam ich razem, za rękę. Ale bolało tylko chwilę. Nigdy nie zapomnę jak jego spite winem oczy patrzą na nią, jak jego ręce wygrywają najpiękniejszą melodię na najpiękniejszym instrumencie świata, jak śpiewa piosenkę specjalnie dla niej. O niej. Wracając z tamtego miejsca myślałam dużo - zaciągnęła się i spuściła wzrok na leżące na betonie kamyczki. - Wtedy sobie uświadomiłam, że on nie był dla mnie, mimo iż na początku wydawało mi się, że może coś z tego będzie, on nigdy nie był mój, w ani jednym pojebanym centymetrze. On może i jest przystojny, ale jednak... - zaśmiała się. - Potem przyszedł etap żalu. Gryzłam się w pięty, że wtedy, tego wrześniowego dnia nie usiadłam koło niego na tej kurtce pod tym krzakiem. Może gdybym to zrobiła wszystko byłoby inne, ale cóż, teraz już nic nie zrobię. On mnie nie kocha - nigdy nie kochał. I dobrze. Nie masz pojęcia jak ja się cieszę, kiedy wreszcie mogę na niego spojrzeć jak na kolegę, kompletnie olewając jego delikatne włosy czy zielone oczy. Teraz przy nim mogę być sobą, nie musząc ukrywać tych cech i tego zachowania, które tak bardzo chciałam przed nim ukryć. No cóż, już taka jestem. Cholernie boję się odrzucenia dlatego zamykam się w sobie odrzucając tym innych - zaciągnęła się ostatni raz, wstała i ruszyła w jego stronę powolnym krokiem. Mimo silnych prób po jej policzkach spłynęła pierwsza łza, a za nią kilka kolejnych. Wyszukała w kieszeni spodni to, co chciała i zatrzymała się przed nim. 'Zrób to, musisz to zrobić'. Wyciągnęła rękę w jego stronę ukazując czarną kostkę do gitary. Chłopak spojrzał to na nią, to na trójkąt.
- Kiedy mi ją dałeś - spojrzała na przedmiot - powiedziałeś, że mogę ją oddać kiedy tylko chcę.
- Jak chcesz możesz ją jeszcze trzymać. Później mi ją oddasz - uśmiechnął się chyba nie zauważając jej mokrych policzków. 
- Później nie będzie okazji - spojrzała na niego. Spojrzał na nią, na jej drgającą rękę, na łzy na jej twarzy.
- Co się stało? 
- Nic ważnego, nie zrozumiałbyś. Nikt by nie zrozumiał. Zapomniałam - spojrzała na blondynkę, która teraz wpatrywała się w nią z troską - życzyć Wam wszystkiego najlepszego. Jesteście idealną parą - szepnęła. Położyła kostkę obok niego i szybkim krokiem ruszyła w przeciwną stronę czując napływ kolejnych łez. 'Dlaczego płaczesz? Teraz jesteś już wolna, od niego, od tego całego gówna, przez które musiałaś przechodzić. Ale obiecaj mi jedno. Już nigdy tego nie zrobisz. Już się nie zakochasz, dobrze? Bez nich jest łatwiej, uwierz mi. Pamiętaj, będzie dobrze, jeżeli Ty będziesz tego chciała. To Twoje życie i to Ty decydujesz. Możesz mi to obiecać?'. Dziewczyna szła prosto przed siebie, nie wiedziała gdzie idzie, ale dla niej ten dzień był pierwszym dniem nowego życia, lepszego życia.
- Obiecuję - szepnęła.